Jestem wielkim fanem motoryzacji, różnorodności silników, rozwiązań, dźwięków jakie wydają maszyny którymi jeździmy, czasami ich twardej mechaniki przełączanych manualnie skrzyń biegów. Przez moje ręce przewinęło się wiele pojazdów, zwykłych, dostawczych, terenowych, sportowych wreszcie. Każdy z tych pojazdów daje inne poczucie obcowania z techniką inne odczucia z jazdy, inne emocje. I teraz nastaje era elektromobilności, która większość z tych powyżej opisanych emocji na odbiera. Ale czy na pewno? Czy daje zatem coś w zamian?
Sprawdzam.

Od prawie roku użytkuję elektryczny samochód osobowy, samochód premium, z dobrą baterią, zasięgiem, wyposażeniem. Jak go odczuwam? Idziemy do konkretów.
Przed rozpoczęciem użytkowania, naczytałem się i nasłuchałem jak to elektromobilność jest bez sensu, ile to życia stracę na ładowarkach, jak małe są zasięgi tego typu wozów (to oczywiście zależy od wielu czynników) i nie ukrywam byłem pełen obaw. Słuchając opinii można stwierdzić, że to bez sensu, że to się nie uda i że to rzeczywiście utopia. Czy aby na pewno?
Samochody elektryczne są w mojej opinii dobrą, a nawet bardzo dobrą technologią. Pierwsze odczucia to doskonała praca, oddawanie mocy i momentu obrotowego w taki sposób, w jaki żaden silnik spalinowy o porównywalnych parametrach nie potrafi. Płynność ruszania, przyspieszania, poruszania się w miejskiej dżungli bardzo dobra. Czy to przewaga nad spalinówkami, w mojej ocenie tak.

Podróż takim pojazdem, także jest przyjemna. Samochód jest cichy, inny sens ma dobrej jakości zamontowany sprzęt audio, oczywiście tutaj napotykamy pierwszy podnoszony problem elektromobilności, zasięg podróży. Zależy on od baterii zamontowanej w pojeździe, stylu jazdy, w dużej mierze także od pogody. Wskazanie zasięgu jako problemu jest mylne, problemem jest nierozwinięta infrastruktura ładowania, no i czas jaki trzeb spędzić ładując wóz. Nie ukrywam, taki stan rzeczy dość waży, jednak jak się sam przekonałem, wcale nie tak mocno jak przeciwnicy elektro to pompują. Zimą jest zasadniczo mniejszy zasięg – TAK, im szybciej jedziesz, zasięg szybko maleje – TAK, ładowarek jest za mało – tu się nie zgodzę, oczywiście zawsze może być więcej, ale na ten moment jest w mojej ocenie wystarczająco. Samochód sam zaplanuje trasę, automatycznie podgrzeje baterię przed ładowaniem, a samo ładowanie na szybkiej ładowarce to najczęściej 30 minut. To idelny czas na przerwę, kawę czy inne technikalia podróży 😊. Różnica czasu na ładowanie na trasie 500 km w porównaniu do spalinówki to około 20-30 minut. Dla mnie akceptowalne.

Co więc jest na nie? Waga pojazdu i co za tym idzie ładowność. Elektryki są cięższe niż porównywalnej klasy spalinówki, zasadniczo cięższe, nawet o 300 kg. To ma wpływ na opony, na drogi – nie wszyscy o tym mówią. Ceny pojazdów elektrycznych w mojej ocenie są wyjściowo za wysokie, to nie pomaga w ich popularyzacji. Wartości rezydualne w tym momencie jeszcze nie są określone, dlatego najpopularniejszym sposobem finansowania tych pojazdów są wynajmy. Samochody elektryczne są zeroemisyjne tylko lokalnie, prąd produkowany jest w różny sposób i według mnie teoria o wysokiej ekologiczności sprzedawana z pojazdami elektrycznymi nie do końca jest trafiona. Elektryków trudniej się używa, jeżeli nie masz ładowarki w domu. To bardzo ułatwia korzystanie z elektromobilności, tutaj wracamy znów do tematu infrastruktury i na ten moment jej ubogiej ilości.


Co jest dla mnie na nie? Brak emocji niestety. Pojazdy elektrycznie mają świetny performance, ale są jak smartfon. Zaawansowane technologicznie, kolorowe, z dużą ilością wyświetlaczy. Jednak nie warczą jak V8, nie są maszyną w starym dobrym tego słowa znaczeniu.
Właśnie „w starym” – niedługo chyba spalinówki zostaną romantycznymi bohaterami, a wozić nas będą hitech urządzenia zasilane bateriami. Coraz lepszymi bateriami powiedzmy sobie jasno.
Jak Wasze spostrzeżenia, jeździcie już elektrycznymi wozami? Spróbujcie i oceńcie sami. Polecam tą drogę…















