Rok 2025, motoryzacja spalinowa powoli się dewaluuje, świat spogląda coraz intensywniej w stronę elektromobilności, ale czy na pewno?
Ciemnozielony lakier, brązowa miękka skóra nappa, limuzyna, która wie czym jest spokój na drodze. Podszedłem do tego auta jak do rzadkiego trunku: wolno, z uwagą, by wyczuć niuanse. Nadwozie w odcieniu leśnej zieleni przykuwa spojrzenia bez krzykliwości; wnętrze w czekoladowej skórze zaprasza do otoczenia, które wygląda jak elegancki klub, a nie jak część maszyny. To niezawodna Sonnderklasse od Mercedesa, która w detalu pokazuje, że luksus nie musi krzyczeć — wystarczy szept.
Silnik S450d to diesel z wysokim momentem i mocą około 367 KM, co w praktyce daje pewne, nienerwowe przyspieszanie. To chyba jedne z ostatnich podrygów dobrych silników spalinowych, choć pewnie się mylę i w sumie jako fan motoryzacji, tak bym chciał.
Mercedes S450d porusza się po drodze z naturalną pewnością: adaptacyjne zawieszenie airmatic filtruje nierówności, układ kierowniczy reaguje z odpowiednią przewidywalnością, a 4MATIC trzyma trakcję w każdych warunkach. Komfort siedzeń i wyciszenie kabiny stawiają tu wygodę ponad sportowe ambicje, choć wóz potrafi też pokazać pazur.
Czy potrzebujemy limuzyn tej klasy? Dla korporacji, dyplomatów i tych, którzy spędzają podróże godzinami w aucie, odpowiedź brzmi – zdecydowanie tak. Dla większości prywatnych użytkowników, limuzyna klasy S jest luksusem zastępowalnym mniejszym samochodem lub SUV-em — pytanie dziś brzmi, czy prestiż i wygoda nadal usprawiedliwiają wyższe koszty zakupu takiego pojazdu.


Oczywiście od razu mamy dyskusję, diesel kontra elektryk, kiedyś nie do pomyślenia. Porównywalne elektryczne EQS450 daje natychmiastową reakcję napędu, niemal zerowe wibracje i moment dostępny od startu, co przekłada się na wrażenie absolutnej płynności. S450d natomiast serwuje liniowe, bardziej 'mechaniczne’ podawanie mocy — dla niektórych to wada, dla innych czar klasycznego napędu.
S450d 4MATIC to cały czas wybór dla tych, którzy cenią ceremonię podróży — zapach skóry, dystyngowany wygląd wozu, miękkość zawieszenia i kulturę pracy silnika. Decyzja o zakupie maszyny z dieslem w roku 2025 sprowadza się do priorytetów — rytuał komfortu w klasycznym, mechanicznym wydaniu czy spojrzenie w elektryczną przyszłość samochodów?
Wyposażenie stoi na poziomie, który trudno zakwestionować: pneumatyczne zawieszenie z regulacją tłumienia, pakiet asystentów, system MBUX z dużym ekranem. Wersja testowa miała fotele z masażem, wentylacją i system audio Burmester — detale tworzą tu prawdziwy komfort a audio zamienia kabinę w salę koncertową. Jak dodamy do tego specjalne szyby, które wyciszają nam kabinę, to obcowanie z tym wozem naprawdę zamienia jazdę w dużą przyjemność, gdzie pośpiech otaczającego nas świata znika za zamkniętymi z automatycznym dociąganiem drzwiami.







Pod względem odczuć dynamicznych diesel i elektryk to różne opowieści, na osobny tekst. Kiedyś wcale nie pojawiło by się takie porównanie, dzisiejsze realia jednak są jakie są. Diesel w S450d ma subtelną pulsację i „mruczenie” silnika przy niskich obrotach; inżynierowie mocno wygłuszyli kabinę, więc wibracje są stonowane i nie naruszają luksusu.
Dla kogo więc S450d ma sens? Przede wszystkim dla tych, którzy podróżują długie trasy regularnie — menedżerów i właścicieli firm. Diesel daje nam cały czas przewidywalny zasięg i szybkość tankowania, co w podróży czasami bywa nie do przecenienia.
A Wy na co byście postawili w limuzynie tej klasy, diesel, czy elektryk?

















