Morgana traktuję jako wóz przygodowy, nie jest meblem stojącym w garażu, tylko właśnie pojazdem z jakim czerpię przyjemność podróżowania. Pomimo że mam go od niedawna, zdążyliśmy już odwiedzić Anglię, gdzie między innymi zwiedziliśmy jego miejsce powstania w Malvern i docelowo Goodwood Revival, przepiękny festiwal prawdziwej motoryzacji.

W 2023 roku na facebook, wpadliśmy na grupę 12in12, która nas bardzo zaciekawiła. Okazało się iż jest to spotkanie w formie samochodowego challenge, które polega na przejechaniu jak największej liczby górskich przełęczy Piemontu i graniczących z nim Alp francuskich w 12 godzin. Pomyślałem, że to doskonała okazja, aby sprawdzić naszego MOGĄ (2021 Plus 4) w trochę bardziej ekstremalnym wyzwaniu.

Plan był prosty, około 1500 kilometrów dojazdu z Polski, 12 godzinna frajda na przełęczach i potem kolejne 1500 km powrotu do domu, cudowny plan na przygodę prawda?

Ruszyliśmy w trasę i pierwszą przerwę zaplanowaliśmy w Stuttgarcie. Tam do odwiedzenia mieliśmy Muzeum Mercedesa i naszego dobrego znajomego, który podróżuje po świecie Mercedesem G. Przed muzeum spotkaliśmy podróżnika, który z Malezji na kołach jechał swoim starym Mercedesem do Europy i z powrotem – zacna podróż. Jako że Morgan to pojazdy klasyczne, można zaparkować nimi bezpośrednio przed wejściem do Muzeum Mercedesa, wiedzieliście o tym?

Kolejnym przystankiem w naszej podróży było Lago di Resia, z którego ruszyliśmy na przełęcz Stelvio i potem już do bazy 12in12 Challenge klimatycznego zamku w Saluzzo, gdzie stacjonowali uczestnicy tego rajdu. Świetne towarzystwo z całej Europy przyjechało swoimi klasycznymi wozami, aby podjąć wyzwanie Tonyego, który jest organizatorem eventu. Każdy z uczestników przywiózł ze sobą swoje lokalne piwo i tym samym można było spróbować tego napoju z różnych okolić Europy – świetny pomysł!  

Na odprawie otrzymaliśmy starą drukowaną formę mapy, na której zaznaczone były przełęcze, przez jakie powinniśmy przejechać aby zaliczyć challenge. Planowanie drogi, kolejność przełęczy, kierunek w jakim będziemy je pokonywać, to była wolna wola każdej załogi i od nawigacji zależało tutaj także, czy całe zadanie da się wykonać sprawnie czy też utkniemy gdzieś w popołudniowych korkach w małych górskich miejscowościach, przez które biegła trasa.

Sama jazda Morganem przez góry, to było piękne przeżycie. Wspaniała pogoda, cudowne miejsca i widoki tego nie da się opisać słowami, to trzeba przeżyć i poczuć zza kierownicy swojego Moga. Kocham to uczucie wolności podczas takich podróży konkretnie tym samochodem. Jeżdżę innymi samochodami, jednak żaden nie daje mi takich odczuć drogi jak Mog. Jeżeli dodamy do tego wspaniałą własnej roboty lasagne i tiramisu jakim ugościła nas żona Tonyego na checkpoint przy górskiej rzece Ubaye, to mamy kompletny obraz podróżniczego morganowego lifestyle. Cudowny czas, ze świetnymi ludźmi a o to przecież chodzi w takim trybie zwiedzania świata samochodem.

Podczas tego challenge Morgan dał się poznać jako naprawdę doskonały roadster na wąskie i nie zawsze równe górskie drogi. Cały dzień jazdy w takich warunkach pokazał, że można tym wozem porywać się na jeszcze większe przygodowe wyzwania, co oczywiście mamy w planach. Czasami na pustych górskich drogach udawało się jechać wręcz z wyścigowym zacięciem, co jasno pokazało sportowy charakter Mogą, po tym wyzwaniu pokochałem go jeszcze bardziej.

Cały dzień turystycznych zmagań, zakończyliśmy uroczystą kolacją wraz ze specjalnymi gośćmi i oczywiście doskonałym włoskim jedzeniem. Super podsumowaniu jakże świetnego spotkania z innymi pasjonatami używania klasycznych samochodów do tego, do czego zostały stworzone. 

Następnego ranka powrót do domu, żegnamy piękne Włochy i poprzez Szwajcarię, Austrię i Niemcy jedziemy do Polski. 1500 kilometrów, głównie po autostradach przejechaliśmy na tak zwany „jeden strzał” i tutaj Morgan pokazał, że takie Gran Turismo także mu nie straszne. Podczas powrotu potężne ulewy w Niemczech wlały nam do kabiny kilka kropel deszczu, jednak ta drobna niedoskonałość nie zniechęciła mnie do planowania kolejnych przygód, wręcz pokazała że takie drobiazgi nie mają w ogóle wpływu na odbiór tego samochodu. Tak cudowne podróże jaką odbyliśmy na spotkanie 12in12 wręcz spajają mnie jeszcze bardziej z Morganem i teraz mogę z całą pewnością napisać, że to najlepsze, najbardziej emocjonalne narzędzie do połykania kilometrów jakie posiadam. Jestem przekonany że to się długo nie zmieni, zakładam że nawet wcale i będzie to jedyny samochód, który zagości w moim garażu na zawsze.

Kolejne edycje 12in12 przed nami, w tajemnicy powiem jeszcze że planowana jest bardziej ekstremalna edycja tej podróży, ale wyjawienie tej tajemnicy pozostawię już organizatorowi eventu. Ja czekam na szczegóły i mam nadzieję przejechać kolejne kilometry i górskie przełęcze z gentlemanami chętnymi podjąć to wyzwanie.

Do zobaczenia na górskich drogach !


ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj